Wyrok sądu mediolańskiego dotyczący Eluany Englaro skłonił mnie do przemyśleń. Co jest lepsze: życie podtrzymywane aparaturą, bezwładność i niezdolność do komunikowania się z otoczeniem czy spokojna śmierć, która być może zaprzepaszcza szanse na częściowe chociaż przywrócenie do świata? Z jednej strony chyba nikt z nas nie chciałby leżeć godzinami i patrzeć na biały sufit, myśleć i czuć a nie móć nikomu o tym powiedzieć. Z drugiej jednak strony medycyna ciągle idzie na przód. Może lekarze wymyślą w końcu odpowiedni lek, który pomagałby w takich przypadkach. Po za tym znamy kilka przypadków, w których ludzie nawet po 30 latach śpiączki nagle się wybudzają.
Co o tym myślicie? Czy stanęlibyście za wszelka cenę po stronie życia, nawet niepełnego czy też śmierci?
Co o tym myślicie? Czy stanęlibyście za wszelka cenę po stronie życia, nawet niepełnego czy też śmierci?








