Chyba czas wymienić uwagi i doświadczenia "spółdzielców mieszkaniowych". Sejm poprzedniej kadencji finiszował ustawą pod wspaniałymi hasłami: powszechne uwłaszczenie- za złotówkę, wzmocnienie samorządu spółdzielców, przez zastąpienie tzz. zebrań przedstawicieli przez walne zgromadzenia; ograniczenie do racjonalnego wymiaru uprawnień zarządu na korzyść pracodawcy-spółdzielców, zmodernizowane statuty ( do listopada ub.roku), nowa sądowa rejestracja ( też do końca ub. roku), łatwiej osiągalne prawo do skargi sądowej ( ale nic- z urzędu, z lustracji itd).
Ustawa jest. ale szybko okazało się, że wyłącznie... przedwyborcza. Niedopracowanie sprawiło, że w wielu przypadkach nic się nie zmieniło- a nawet dyktat zarządów się wzmocnił, a klikowość niektórych organów wewnętrznych- też. A ustawodawcę już temat przestał obchodzić. Znam spółdzielnie, które nie zmodernozowały statutu i wcale się o to nie starają. Odbywają się kampanie sprawozdawczo-wyborcze, jakby... żadnych zmian w ustawie nie było. Spóldzielcy nawet nie decydują o porządku radzenia- tylko prezesi: wybór przewodniczącgo, komisji matki, wyborczej, takiej, śmakiej i owakiej. Propozycja dyskusji w programie bez tego zniechęcającym- tak daleko, że... z góry wiadomo, jaka będzie frekwencja. Często- kilkuosobowa. Dalej- bez walnego zgromadzenia. Zapytajcie - dlaczego? Odpowiedzą, że statut nie przewiduje. Powiedzcie, że ustawa jest nad statutem i wymaga. Nawet radca prawny ( prezesa) podrzuci, że ustawa jest... zaskarżona, Powiedzcie, że zaskarżenie nie znosi wymagań, jeśli wyrok nie zapadł- usłyszycie, że ... każdy sobie może wejść na sądową drogę cywilną.
Czyli- jak dawniej: pewność, że średni spółdzielca się na taką mitręgę nie zdecyduje. A Państwo? Żeby np sąd rejestrowy " z automatu" unieważnił statut, który wcześniej zatwierdził- a gdy ustawowo statut przestał być ważny- sąd z własnej inicjatywy pieczęć aprobaty zdejmuje. Żeby lustrator wniósł sprawę zamiast, lecz równocześnie w imieniu spóldzielcy...
Nic z tych rzeczy. Wybory minęły, niedoróbki zostały, hasła wyblakły. Kto dyktował- dyktuje, kto ma rację- nadal często może sobie o tym... pogadać na podwórku. Czy tak jest wszędzie i czy tak być musi?
Ustawa jest. ale szybko okazało się, że wyłącznie... przedwyborcza. Niedopracowanie sprawiło, że w wielu przypadkach nic się nie zmieniło- a nawet dyktat zarządów się wzmocnił, a klikowość niektórych organów wewnętrznych- też. A ustawodawcę już temat przestał obchodzić. Znam spółdzielnie, które nie zmodernozowały statutu i wcale się o to nie starają. Odbywają się kampanie sprawozdawczo-wyborcze, jakby... żadnych zmian w ustawie nie było. Spóldzielcy nawet nie decydują o porządku radzenia- tylko prezesi: wybór przewodniczącgo, komisji matki, wyborczej, takiej, śmakiej i owakiej. Propozycja dyskusji w programie bez tego zniechęcającym- tak daleko, że... z góry wiadomo, jaka będzie frekwencja. Często- kilkuosobowa. Dalej- bez walnego zgromadzenia. Zapytajcie - dlaczego? Odpowiedzą, że statut nie przewiduje. Powiedzcie, że ustawa jest nad statutem i wymaga. Nawet radca prawny ( prezesa) podrzuci, że ustawa jest... zaskarżona, Powiedzcie, że zaskarżenie nie znosi wymagań, jeśli wyrok nie zapadł- usłyszycie, że ... każdy sobie może wejść na sądową drogę cywilną.
Czyli- jak dawniej: pewność, że średni spółdzielca się na taką mitręgę nie zdecyduje. A Państwo? Żeby np sąd rejestrowy " z automatu" unieważnił statut, który wcześniej zatwierdził- a gdy ustawowo statut przestał być ważny- sąd z własnej inicjatywy pieczęć aprobaty zdejmuje. Żeby lustrator wniósł sprawę zamiast, lecz równocześnie w imieniu spóldzielcy...
Nic z tych rzeczy. Wybory minęły, niedoróbki zostały, hasła wyblakły. Kto dyktował- dyktuje, kto ma rację- nadal często może sobie o tym... pogadać na podwórku. Czy tak jest wszędzie i czy tak być musi?








