Właśnie przeczytałem w gazecie pozjazdowy wywiad z prezesem. I znalazłem w nim, generalnie, potwierdzenie wcześniej formułowanych tez. Ton szczerości mi się podoba, ale czy poza osobistą nutką coś rzeczywiście wnosi? Nie! Nie - tu, to-tam; nie - tak, to inaczej... Powtarzam: jestem przeciw personifikowaniu problemów piłki, przeciw sprowadzaniu ich do jednej osoby. Winne są- system, nawyki, może i za łatwe pieniądze- bo to psuje; inne korzyści -materialne oraz honorowe, jeśli ktoś nie rozumie, że za to trzeba podjąć pewne zobowiązania. Wystarczy popatrzeć na obecny już wyścih do prezesury, z europoslem i teraz jeszcze dwoma ekspremierami na czele. Do pierwszego -nie mam wątpliwości, w tylu już był miejscach, że teraz szuka kolejnego przeskoku z pozycji głośnej na może jeszcze głośniejszą, pozostali to raczej przejaw szukania plastra niź odnowicieli. Będą mieli na to czas. ochotę, możliwości? A najwyżej potem podnie: jeśli nawet ONI nie poprawili sytuacji, to chyba nikt już nie poprawi... Plaster, alibi itd? A w tle sytuacja, że ktoś jednen zostaje zmuszony do powiedzenia "pas"- z uznaniem współwiny , po to, by materialnie zarobić ( pensja plus 50%), a prestiżowo też nic nie stracić. Czyli- taka głośna, ale gra pozorów, prawda? PS. A Listkiewicza mi trochę żal- po jeżdżą po nim bez umiaru. w zlym stylu -choć i jego styl nie zawsze mi odpowiada. Ale, jak to było w klasyce? "Sam chciałeś Grzegorzu Dyndało..."!