Przyznam, że nagła radykalizacja polityki na linii Zachód-Chiny może doprowadzić do głębokiego kryzysu. Mimo, że Chińczycy pokazują, że ich polityka coraz bardziej się liberalizuje i chłodno kalkulują zyski i straty (przykład: podpisanie traktatu o wspólnym wydobyciu ropy wraz ze znienawidzoną Japonią), to uważam, że nadal nie rozumieją co wspólnego ma ich istnienie w Tybecie z olimpiadą i konfliktami z Zachodem. Z autopsji wiem, że Chińczycy uważają, że dziś cywilizują Tybet - faktycznie, kiedyś doszło do nieprawidłowości, ale dziś ich polityka dąży do poprawy poziomu życia w Tybecie, a ostatnie przejawy agresji są dla nich niezrozumiałe tym bardziej, że Dalajlama jako przywódca (z którym nie chcą pertraktować - wielki Błąd) nie żąda niepodległości, bo wie, że Tybet jest zbyt istotny strategicznie.
Problemem nie jest niepodległość, której Tybetańczycy z obecnym Dalajlamą się nie domagają, a respektowanie praw człowieka. Praw człowieka, które w Chinach postrzegane są inaczej u nas, inaczej w Tybecie a inaczej w CHRLu. Uważam, że wszelkie przejawy bojkotu Olimpiady mogą skończyć się dwojako - albo wyciągnięciem przez Chiny wniosków (to mimo wszystko potrafią, szczególnie w ostatnich latach), albo kryzysem politycznym Chiny-Zachód, bo musimy pamiętać, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać i tutaj leży podstawowy problem. Póki nie uspokoimy stosunków i nie zaczniemy dyskutować problemów w sposób zrozumiały dla obu stron wciąż będzie panowało obecne status quo, bo Chiny i tak (co widać szczególnie na tam-miejscu) najchętniej prowadziłyby z nami tylko i wyłącznie handel, a nasza polityka i kultura jest im niepotrzebna. CHRL wciąż jest państwem o innej polityce i innych priorytetach niż inne - bardziej "zamerykanizowane" państwa tego regionu jak Japonia, czy Korea - choć mieszkańcy Państwa Środka bardzo patrzą na wszelkie mody właśnie z tych krajów. Dlatego jeszcze raz podkreślę, że nie możemy radykalizować, domagać się wolności dla Tybetu, bo dopóki spokojnie nie zostaną przedyskutowane pewne sprawy (rozmowy trójstronne? Zachód-Dalajlama-CHRL?) wciąż będziemy trwać w niewygodnym dla wszystkich impasie. Mam nadzieję, że w końcu do tego dojdzie, bo kto wie kto będzie kolejnym Dalajlamą i jak zareagują na to Chiny.
Mam też nadzieję, że po nieuniknionych incydentach i krytycznych - niezrozumiałych dla Chińczyków komentarzach (mimo wielkich przygotowań) nie pojawią się żadne negatywne emocje, bo akurat teraz potrzebny jest spokój. Dużo spokoju i rozmowy.
PS. Swoją drogą mam wrażenie, że wszyscy gaijini (japońskie co prawda określenie) patrzą na sprawę Chin przez pryzmat "Siedem Lat w Tybecie" i boskiego Brada.