Idź do strony: 1

  • Autor
  • Wiadomość
Za niecałe 3 tygodnie Olimpiada w Chinach. Przygotowania idą pełną parą- morze oczyszczane, ludzie uczeni uśmiechów no i przede wszystkim Tybetańczycy gnębieni. Uważacie, że przedstawiciele władz państwowych powinny zjawić się w Pekinie? Sportowców rozumiem- pracowali dużo czasu, aby na tej olimpiadzie wystąpić. Ale politycy? Jak myślicie czy cała Olimpiada przebiegnie spokojnie? Czy może pojawią się protesty świata i jakieś akty wyzwolenia Tybetu?
Zapraszam do dyskusji!

Milra *** napisal(a):

Za niecałe 3 tygodnie Olimpiada w Chinach. Przygotowania idą pełną parą- morze oczyszczane, ludzie uczeni uśmiechów no i przede wszystkim Tybetańczycy gnębieni. Uważacie, że przedstawiciele władz państwowych powinny zjawić się w Pekinie? Sportowców rozumiem- pracowali dużo czasu, aby na tej olimpiadzie wystąpić. Ale politycy? Jak myślicie czy cała Olimpiada przebiegnie spokojnie? Czy może pojawią się protesty świata i jakieś akty wyzwolenia Tybetu?
Zapraszam do dyskusji!



Nie przesadzajmy z Tybetanczykami. Ten kto zna historie tego regionu - panstwa przed jej aneksja do CHRL wie, ze nie mieli o wiele lepiej bedac samoistna jednostka. Ze byl mocny podzial kastowy, podobny jak w Indiach. Zreszta jakies dwa miesiace temu w poczytnym Die Tageszeitung pojawil sie ciekawy artykul o historii Tybetu pod katem spoleczno-politycznej plaszczyzny.

I nie mowie, ze im niepodleglosc sie nie nalezy. Nalezy i to jak najbardziej. Ale rowniez nalezy sie niepodleglosc Kurdom, ktory maja to nieszczescie, iz zyja na terytoriach 4-5 panstw. A przesladowania Tybetanczykow beda dalej. I nie jest to wylacznie sprawa Tybet versus Chiny. Odwazylbym sie na stwierdzenie, iz jest to kwestia pomiedzy Chinami a Zachodem. Czemu? Bo jezeli Zachod mowil by jak jeden maz w sprawie Tybetu a takze Tajwanu, sprawa ta wygladalaby inaczej. Przeciez przemiany ekonomiczne w Panstwie Srodka nie zaczely sie z inicjatywy Chin tylko byly poklosem otaczajacego srodowiska. To ono wplynelo na bardzo powolne miekczenie umyslow przywodcow chinskich. Nikt inny. Podobnie jest z ta kwestia.
Przyznam, że nagła radykalizacja polityki na linii Zachód-Chiny może doprowadzić do głębokiego kryzysu. Mimo, że Chińczycy pokazują, że ich polityka coraz bardziej się liberalizuje i chłodno kalkulują zyski i straty (przykład: podpisanie traktatu o wspólnym wydobyciu ropy wraz ze znienawidzoną Japonią), to uważam, że nadal nie rozumieją co wspólnego ma ich istnienie w Tybecie z olimpiadą i konfliktami z Zachodem. Z autopsji wiem, że Chińczycy uważają, że dziś cywilizują Tybet - faktycznie, kiedyś doszło do nieprawidłowości, ale dziś ich polityka dąży do poprawy poziomu życia w Tybecie, a ostatnie przejawy agresji są dla nich niezrozumiałe tym bardziej, że Dalajlama jako przywódca (z którym nie chcą pertraktować - wielki Błąd) nie żąda niepodległości, bo wie, że Tybet jest zbyt istotny strategicznie.
Problemem nie jest niepodległość, której Tybetańczycy z obecnym Dalajlamą się nie domagają, a respektowanie praw człowieka. Praw człowieka, które w Chinach postrzegane są inaczej u nas, inaczej w Tybecie a inaczej w CHRLu. Uważam, że wszelkie przejawy bojkotu Olimpiady mogą skończyć się dwojako - albo wyciągnięciem przez Chiny wniosków (to mimo wszystko potrafią, szczególnie w ostatnich latach), albo kryzysem politycznym Chiny-Zachód, bo musimy pamiętać, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać i tutaj leży podstawowy problem. Póki nie uspokoimy stosunków i nie zaczniemy dyskutować problemów w sposób zrozumiały dla obu stron wciąż będzie panowało obecne status quo, bo Chiny i tak (co widać szczególnie na tam-miejscu) najchętniej prowadziłyby z nami tylko i wyłącznie handel, a nasza polityka i kultura jest im niepotrzebna. CHRL wciąż jest państwem o innej polityce i innych priorytetach niż inne - bardziej "zamerykanizowane" państwa tego regionu jak Japonia, czy Korea - choć mieszkańcy Państwa Środka bardzo patrzą na wszelkie mody właśnie z tych krajów. Dlatego jeszcze raz podkreślę, że nie możemy radykalizować, domagać się wolności dla Tybetu, bo dopóki spokojnie nie zostaną przedyskutowane pewne sprawy (rozmowy trójstronne? Zachód-Dalajlama-CHRL?) wciąż będziemy trwać w niewygodnym dla wszystkich impasie. Mam nadzieję, że w końcu do tego dojdzie, bo kto wie kto będzie kolejnym Dalajlamą i jak zareagują na to Chiny.
Mam też nadzieję, że po nieuniknionych incydentach i krytycznych - niezrozumiałych dla Chińczyków komentarzach (mimo wielkich przygotowań) nie pojawią się żadne negatywne emocje, bo akurat teraz potrzebny jest spokój. Dużo spokoju i rozmowy.

PS. Swoją drogą mam wrażenie, że wszyscy gaijini (japońskie co prawda określenie) patrzą na sprawę Chin przez pryzmat "Siedem Lat w Tybecie" i boskiego Brada.

Milra *** napisal(a):

Za niecałe 3 tygodnie Olimpiada w Chinach. Przygotowania idą pełną parą- morze oczyszczane, ludzie uczeni uśmiechów no i przede wszystkim Tybetańczycy gnębieni. Uważacie, że przedstawiciele władz państwowych powinny zjawić się w Pekinie? Sportowców rozumiem- pracowali dużo czasu, aby na tej olimpiadzie wystąpić. Ale politycy? Jak myślicie czy cała Olimpiada przebiegnie spokojnie? Czy może pojawią się protesty świata i jakieś akty wyzwolenia Tybetu?
Zapraszam do dyskusji!



protesty były, pewnie będą, politycy pogadają, "miliardowy plebs" dostanie igrzyska, miną tygodnie i z powrotem do "rzeczywistości";) ....a Korea Północna nadal będzie Koreą Północną. Lepiej, żeby te wszystkie akcje "free tybet" zamienić na powszechną akcję np. uświadamiania ludzom co się faktycznie wyrabia na tym świecie

Idź do strony: 1

Wydruk ze strony www.blogbox.com.pl